-
Mówi się często, że język współczesnej młodzieży jest ubogi. Może to i prawda, ale za to jaką finezją słowotwórczą się cechuje! Ile to razy słyszymy o fajowych filmach, superanckich grach, zajefajnych laskach czy superowych wozach. Szkopuł w tym, że za podstawę słowotwórczą służą tylko dwa słowa…
W dzieciństwie często słyszałem, że nie ma takiego słowa jak fajny. Wierzyłem w to, choć jako dziecko trudno mi było inaczej opowiadać o przeczytanych książkach czy obejrzanych filmach. Tymczasem okazuje się, że przymiotnik ten zapożyczyliśmy od braci zza zachodniej granicy już w XIX wieku! Super jest, zdaje się, nieco nowszym zapożyczeniem, mimo to również zrobiło zawrotną karierę.
Czy jest coś złego w mówieniu o superimprezach czy fajnych babkach? To słowa, które zadomowiły się na dobre w polszczyźnie i chyba nie sposób już ich wyplenić. Co więcej, poszerzyły przecież grono określeń o pozytywnym zabarwieniu. Warto jednak czasem urozmaicić wypowiedź innymi przymiotnikami, jak choćby: bajeczny, cudowny, doskonały, imponujący, nadzwyczajny, rewelacyjny, wspaniały, ujmujący, zachwycający itd., itd. Doprawdy synonimów jest mnóstwo, aż żal ograniczać się tylko do tych dwóch hołubionych przez dzisiejszą młodzież.
Jest jednak i druga strona medalu. Język, jakim się posługujemy, to często wyraz naszej przynależności do pewnych grup społecznych. Namawianie nastolatka, by mówił o ujmujących potańcówkach byłoby zwyczajnym nieporozumieniem. Dlatego pamiętając o tym, że sami byliśmy kiedyś nastolatkami, powinniśmy pozwolić mówić młodym tak, jak chcą, tym bardziej że prędzej czy później z tego wyrosną. No bo kto słyszał staruszka, który by mówił o superfajnych mszach?
Poprzedni artykuł z serii: „Kluczowy, czyli „Moda językowa”, cz. V
Następny artykuł z serii: „Romantyczny”, czyli „Moda językowa”, cz. VII








