-
Psychologowie mówią, że narzekanie jest cechą narodową Polaków. To chyba prawda, bo co spojrzeć dookoła, to wszyscy mają mniejsze lub większe problemy. Kowalski ma problemy z dziećmi, Nowak – ze znalezieniem pracy, studenci zza ściany – z alkoholizmem, choć sami chyba tego jeszcze nie widzą, sąsiadka z góry – z bezsennością i łazi po nocach, tłukąc laską w podłogę, tak że w końcu i my mamy problemy z zasypianiem. Któż w dzisiejszym świecie nie ma problemów! Żyjemy najwidoczniej w bardzo problematycznej epoce…
O nadużywaniu słowa problem napomknęliśmy już w pierwszym artykule z tego cyklu. Według WSPP jest to wyraz nadużywany w języku potocznym i w publicystyce. Trudno się z tym nie zgodzić, słysząc na co dzień rozmowy Polaków w tramwaju, parku, pracy czy tym bardziej w domu – 2 300 000 wyników Google dla realizuje blakną przy 656 000 000 problemów.
Pytanie, jak pozbyć się tej wszechobecnej problemowości. Rzecz jasna, najlepiej o nich zapomnieć i cieszyć się życiem! :) Jeżeli trudno nam jednak odsunąć na bok zmartwienia, to mówić możemy o kłopotach, trudnościach czy też, niekiedy, właśnie o zmartwieniach. Synonimów tych użyjemy w przypadku takich sformułowań, jak kłopoty finansowe, trudności w nauce czy matczyne zmartwienia.
Nieco inne rozwiązanie podsuwa WSPP, podając następujące przykłady: Masa, mnóstwo problemów, lepiej: spraw, kwestii. Sedno problemu, lepiej: sprawy. Wydaje mi się jednak, że zrównywanie czyichś problemów do spraw czy kwestii jest znacznym uproszczeniem – prędzej widziałbym tu użycie właśnie kłopotów czy trudności. Sprawami możemy się zająć lub je – potocznie mówiąc – załatwić. Mówiąc o mnóstwie problemów, nie myślimy raczej o zajmowaniu się nimi. Problemy nie są po prostu czymś coś, co wymaga od nas wykonania jakiejś czynności, tak jak sprawy. Druga sugestia WSPP (Sedno problemu, lepiej: sprawy) wydaje się bardziej trafna. A dalej jest już mowa o wspomnianych przeze mnie kłopotach. Dziwne, że nie mówi się nic o trudnościach, które przecież wydają się znakomitym synonimem.
Podsumowując, cieszmy się życiem! Jeżeli nie możemy, to chociaż nie mówmy stale o swoich problemach. A jeśli już musimy, to niech to będą mniejszego kalibru kłopoty czy małej wagi trudności. Życie bez problemów jest stokroć piękniejsze od ciągłego zadręczania się. Nie rozsiewajmy niepotrzebnych chwastów!Poprzedni artykuł z serii: „W zakresie czegoś”, czyli „Moda językowa”, cz. II
Następny artykuł z serii: „W ramach czegoś”, czyli „Moda językowa”, cz. IV








