-
Wydawać by się mogło, że modę spotkać można wszędzie, tylko nie w kościele. Nic bardziej mylnego! O ile język eucharystii, nabożeństw, słowem – obrzędów kościelnych, jest względnie hermetyczny i skostniały, o tyle język, jakim posługują się księża (np. podczas kazań), wprost przeciwnie.
Bożena Matuszczyk w artykule O tym, co modne we współczesnym języku religijnym (Moda jako problem lingwistyczny, pod red. K. Wojtczuk, Siedlce 2002) za modne uznała takie słowa, jak:
- tajemnica (tajemnica miłosierdzia, tajemnica cierpienia, tajemnica historii zbawienia, tajemnica Odkupienia; jeśli chodzi o frazeologizmy: przenikać tajemnicę, dotknąć tajemnicy, odsłaniać tajemnicę);
- zbawczy (zbawcze posłannictwo, zbawcza miłość, zbawczy plan);
- dzieło (dzieło zbawienia, dzieło odkupienia, dzieło pojednania);
- głęboki i pogłębiać (głęboka modlitwa, głęboki rachunek sumienia, głębokie treści; pogłębiać kontakt z Bogiem, pogłębiać religijność);
- szczególny (szczególna łaska, szczególna miłość, szczególne świadectwo);
- pochylać się nad czymś.
Wnioski prof. Matuszczyk wydają się słuszne. Każdy z nas na pewno kojarzy większość z wymienionych wyrażeń. Jest to najlepszy miernik tego, czy dane wyrażenie jest nadużywane. Któryś z pisarzy powiedział kiedyś coś podobnego: jeśli wydaje ci się, że już słyszałeś gdzieś dane wyrażenie, nie używaj go! Podobnie jest z modą w języku: jeśli coś wydaje nam się skądś znajome, to lepiej tego unikać. Oczywiście nie chodzi o pojedyncze słowa, ale o całe wyrażenia, o konteksty, w jakich dane słowa się pojawiają – wspomniana tajemnica to słowo neutralne; jeżeli jednak wchodzi w najrozmaitsze związki, w których traci wyrazistość znaczeniową, to jest to dla nas sygnał, by unikać tego wyrazu w podobnych konstrukcjach.
Miałbym jedynie zastrzeżenia do określania wyrazem modnym słowa zbawczy. Częstość jego użycia jest niejako uzasadniona istotą chrześcijaństwa: fundamentem naszej wiary jest zbawienie, nie sposób więc uniknąć mowy o zbawczym planie zbawienia czy zbawczej misji Chrystusa.
Trudno jednak nie zgodzić się z konkluzją, do której dochodzi autorka: „(…) moda w języku religijnym jest zjawiskiem niepożądanym. (…) mechaniczne powielanie wzorców językowych (np. niektórych elementów stylu papieskiego) prowadzi do schematyczności, szablonowości języka, podczas gdy cechą języka religijnego winna być kreatywność”. Nic dodać, nic ująć. Jak mało kreatywne są homilie naszych kapłanów, wielu z nas przekonuje się co tydzień. Uważam osobiście, że warto by coś z tym zrobić, ale to nie jest już temat do rozważań na eKorekcie…
***
Niniejszym artykułem kończymy cykl dotyczący mody językowej. Oczywiście długo by jeszcze można mówić o wyrazach nadużywanych, ale celem tych 20 artykułów było nie tyle wyczerpanie tematu (bo też i nie sposób go wyczerpać, choćby ze względu na zmienność mody, nie tylko tej językowej), ile zwrócenie uwagi na pewne zjawiska w języku.
Wszystkich zainteresowanych, którzy nie mieli okazji śledzić cotygodniowych artykułów z naszego cyklu, zachęcam do lektury opublikowanych artykułów.
Poprzedni artykuł z serii: „Kultowy”, czyli „Moda językowa”, cz. XIX









Komentarze
,,Polacy nie gęsi i swój język mają...''
Czy określenie "warto byłoby" jest jednoznacznie błędne?
Co tak naprawdę zmienia tu użycie słowa "by"?
Różnica w znaczeniu pojawiłaby się po usunięciu cząstki "-by" - co innego mówi nam "warto", a co innego "warto było". Różnicy tej jednak nie dostrzegam między "warto by" a "warto by było (byłoby)", choć mogę się mylić :)
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.