-
Kim jest Anna Mucha?
18.12.09
Powyższe pytanie może się wydać banalne. Ale zastanówmy się: kim jest właściwie Anna Mucha? Aktorką? Zapewne. Od tego przecież zaczynała. Potem się roztańczyła, ba, pokonała przecież zawodową tancerkę w pewnym show, którego końca nie widać… Ów sukces doprowadził do tego, że nasza Ania niebawem będzie nawet… jurorką – w innym, kolejnym nigdy-się-niekończącym tanecznym show. W międzyczasie pani Ania – o czym może niektórzy nie wiedzą – szukała swego miejsca w polityce! Niedawno zaś – o czym zapewne wie już o wiele więcej osób – pozowała w sesji dla pewnego czasopisma jak ją Pan Bóg stworzył. No więc zadajmy raz jeszcze to pytanie: kim jest, lub raczej: czym się zajmuje Anna Mucha?
Na usta ciśnie mi się słowo: celebrytka. Do poruszenia tego tematu skłonił mnie artykuł z grudniowej „Angory” (nr 50/2009) pt. Jak produkuje się celebrytę. Swego czasu pan Maciej Malinowski zżymał się nieco na to nowe słowo. Zastanówmy się jednak chwilę: czy rzeczywiście o naszej „nowej polskiej gwieździe” (jak to o Annie Musze pisze „Angora” na stronie tytułowej wspomnianego numeru) moglibyśmy powiedzieć, że jest – jak chciałby pan Malinowski – autorytetem? Albo sławą? Znakomitością? Nie, nie i jeszcze raz nie! Wszystko to brzmi sztucznie i nieprawdziwie. Obronić by można było formę gwiazda, ale cóż w tym złego, że niektórzy chcą poszerzyć zasób leksykalny polszczyzny o nowe słowo?
Wydaje mi się, że skoro ludzie używają słowa celebrytka, to widocznie jest ono potrzebne. Podejrzewam, że powodem może być subtelna różnica znaczeniowa między gwiazdą a celebrytką. No bo zastanówmy się… Chyba można powiedzieć, że np. Marek Kondrat jest gwiazdą. Gwiazdą jest również Anna Mucha, a wydaje się, że również celebrytką. Czy jednak o Kondracie byśmy powiedzieli, że jest celebrytem? Oj, byłoby to chyba obrazą dla naszego aktora. Odnoszę bowiem wrażenie, że celebryta/celebrytka to słowo nieco nacechowane negatywnie (o ile można mówić, że coś jest mniej lub bardziej nacechowane…). Czy więc potrzebni są nam celebryci w języku (co innego w życiu – ale to temat na inną dyskusję i chyba nie do publikacji na naszą stronę)?
Myślę, że tak. Podobnie też uważa chyba prof. Bańko – zachęcam do lektury niniejszej porady. Inną sprawą jest to, czy w polszczyźnie zagości na dłużej celebryt czy celebryta. W show-biznesie zagrzali miejsce na dobre – w końcu są oni pożywką dla mass mediów. O to, czy jednak celebryt czy celebryta zostanie na dłużej w polszczyźnie, możemy jeszcze powalczyć. Kwestię problemu z rodzajem chyba wyczerpująco omówili zarówno pan Malinowski, jak i prof. Bańko, więc nie będę już przytaczał tych samych argumentów. Pozwólcie więc, że spytam na koniec: jak wolicie mówić: celebryt czy celebryta? A może w ogóle zostaniemy przy polskich gwiazdach?…








