-
W ostatni poniedziałek pisałem, czemu nie warto kupować słowników ortograficznych. Obiecałem, że dziś zdradzę, na jaki słownik lepiej przeznaczyć te pieniądze. Po tytule dzisiejszego artykułu jest już wszystko jasne, choć podejrzewam, że czytelnicy, którzy na bieżąco śledzą artykuły na eKorekcie, dobrze wiedzieli, że będzie mowa o (W)SPP. Pytanie teraz: czemu (W)SPP jest lepszy od (W)SO?Oto 4 powody, dla których WARTO kupić słownik poprawnej polszczyzny.
1. Słowniki poprawnej polszczyzny zawierają w sobie informacje z wielu różnych słowników
SPP to tak naprawdę zbiór wielu słowników, taki kombajn, „wszystko w jednym”. Co mam na myśli? Otóż to, że SPP może służyć choćby za:
- Słownik ortograficzny – w SPP znajdziemy pisownię wielu trudniejszych wyrazów.
- Słownik wyrazów obcych – odnotowane jest sporo słów świeżo zapożyczonych.
- Słownik wymowy – odnajdziemy zapis fonetyczny każdego wyrazu, którego wymowa może sprawiać kłopoty.
- Słownik nazw własnych – w SPP zebrano najczęściej używane nazwy własne: imiona, nazwiska, nazwy geograficzne (w Nowym słowniku poprawnej polszczyzny (NSPP) z 1999 r. nazwy własne były wyodrębnione na końcu słownika – był to taki „minisłownik” nazw własnych).
Oczywiście w żadnym wypadku SPP nie zastąpi żadnej z powyższych pozycji, niemniej jest to słownik uniwersalny, poruszający mnogość zagadnień poprawnościowych, bo też i mnogie są rodzaje błędów, które popełniamy.
2. SPP zawiera ponadto te informacje, których nie znajdziemy w innych słownikach
Największą zaletą SPP jest to, że posługuje się dwupoziomową normą językową. Na czym ona polega? Otóż nie wszystko w języku musi być czarne lub białe. Nie wszystko, co uznajemy za błąd, musi być od razu poprawne, i na odwrót. Jeszcze przed parunastu laty niedopuszczalna była wymowa tą książkę, tymczasem obecnie jest akceptowalna na poziomie normy potocznej (użytkowej), czyli – nieco upraszczając – w mowie. W normie oficjalnej (wzorcowej), czyli głównie w piśmie, należy pisać tę książkę.
SPP informuje też np. o łączliwości składniowej. Jeśli zastanawiamy się, czy należy powiedzieć: weź pilot czy weź pilota – SPP będzie w tym wypadku niezastąpiony.
Wreszcie jest to słownik opisujący rzeczywistość językową, czyli po prostu to, jak mówimy. Nie tylko rozstrzyga, co jest błędne, a co poprawne, ale również informuje o obecnych tendencjach w języku. W dużej mierze nasz cykl „Moda językowa” opiera się na rozstrzygnięciach z WSPP, który skrupulatnie odnotowuje wyrazy nadużywane.
3. Przestrzeganie zasad zawartych w SPP daje gwarancję, że nikt nie zarzuci nam, że mówimy niepoprawnie
SPP to ogromne kompendium wiedzy. WSPP liczy 1700 stron. Życia by nam nie starczyło, żeby przyswoić sobie w całości wiedzę, jaką zawiera, ale warto go mieć w swojej biblioteczce. W razie wątpliwości językowych niemal zawsze pomoże!
4. Żaden SPP nie jest dostępny w internecie!
Kolejne słowniki ortograficzne pojawiają się jak grzyby po deszczu. Z SPP jest inaczej – nakład pracy, jaki autorzy muszą włożyć w jego stworzenie, wydaje się kilkukrotnie większy niż choćby przy wydawaniu SO. Co więcej, w historii polskiej leksykografii powstały właściwie tylko trzy słowniki poprawnej polszczyzny:
- Słownik poprawnej polszczyzny (przed wojną jako Słownik ortoepiczny języka polskiego) pod red. S. Szobera – wydawany od 1937.
- Słownik poprawnej polszczyzny pod red. W. Doroszewskiego i H. Kurkowskiej – od 1973.
- Nowy słownik poprawnej polszczyzny pod red. A. Markowskiego – od 1999 (nast. wydanie: Wielki słownik poprawnej polszczyzny – od 2004).
I to wszystko. Pierwsze dwa słowniki w tej chwili pełnią już funkcję wyłącznie historyczną. Rozstrzygnięcia tam zawarte po prostu się zdezaktualizowały. Tymczasem ani NSPP, ani WSPP nie są dostępne w sieci.
Wnioski?
Kończąc ten nieco przydługi wywód, zachęcam wszystkich, którzy pragną mówić najczystszą polszczyzną, do rozważenia zakupu WSPP. Chyba koronnym argumentem za wyższością SPP nad SO jest to, że SO uczy wyłącznie pisać, tymczasem SPP uczy nie tylko, jak pisać i mówić, ale również przestrzega, jak nie pisać i jak nie mówić. Wynik: 4:1? :)








