-
Spójrzmy na nasze regały. Na nasze biblioteczki. Niewątpliwie stoją tam opasłe słowniki ortograficzne. Jak wyglądają? Mimo upływu lat są niezniszczone, bez śladów namiętnego użytkowania i plam od rozlanej kawy. Co jeszcze? Pokrywa je już zapewne cienka warstewka kurzu. Skąd je mamy? Albo dostaliśmy je w prezencie i rzuciwszy na półkę, nigdy więcej z nich nie skorzystaliśmy, albo kupiliśmy kiedyś bez namysłu, po czym o nich zapomnieliśmy. Skąd to wszystko wiem?To proste. Słowniki ortograficzne są zawsze takie same. To książki, które ma każdy z nas, choć prawie nikt z nich nie korzysta! Ale co do jednego trzeba im oddać sprawiedliwość: to wyjątkowe książki – ponad 90% ich treści znamy jeszcze przed kupnem, a mimo to decydujemy się wydać pieniądze, by poszerzyć swą wiedzą o nie więcej niż 1% nowej treści!
Czemu jestem taki cięty? Ano dlatego, że słowniki ortograficzne od lat cieszą się niesłabnącą popularnością, choć nie zasługują na nią. To nie one powinny szczycić się mianem najpopularniejszych słowników. Które powinny? O tym w piątek.
Aby nie być gołosłownym: oto 4 powody, dla których NIE WARTO kupować słowników ortograficznych.
1. Ortografia polska prawie wcale się nie zmienia!Ortografia to ta dziedzina języka, która ulega najmniejszym i najwolniejszym przeobrażeniom. Nowe słowniki ortograficzne rokrocznie pojawiają w księgarniach, choć zasób słów wydania sprzed np. 10 lat różni się od tegorocznego wydania nie więcej niż – strzelam, choć wiem, że trafiam ;) – w 5%. Owszem, mnóstwo mamy zapożyczeń, ale prędzej ich szukać w słownikach wyrazów obcych.
2. Tego, co najważniejsze, i tak nikt nie czyta.Gdy nie wiemy, jak zapisać dane słowo, szukamy go w słowniku. Ale jak często nam się to zdarza? Raz na miesiąc? Parę razy do roku? Tymczasem prawdziwie cenną wiedzę kryją zasady pisowni i interpunkcji dołączane do większości słowników ortograficznych. Ile osób do nich zagląda? Ile osób przeczytało je w całości?
3. Ortografii uczymy się tak naprawdę intuicyjnie.Im więcej czytamy, tym lepiej mówimy i piszemy. Im więcej słów poznajemy, tym rzadziej mamy wątpliwości: hm, a to przez samo h czy ch? Tymczasem nowych słów nie uczymy się ze słowników. Słowniki ortograficzne są raczej jak karetki pogotowia – korzystamy z nich dopiero wtedy, gdy są potrzebne, ewentualnie przypominają o sobie, gdy narobią hałasu (nie zawyją wprawdzie syreną, ale z hukiem np. spadną z półki).
4. Słowniki ortograficzne są ZA DARMO dostępne w internecie!Oto najważniejszy argument: słowniki od dawna są dostępne w sieci! I to za darmo! Nawet najnowszy WSO jest dostępny na stronie PWN-u. Nie wspomnę już o bezcennym SJP.pl, który w jednym miejscu gromadzi zasób słów z najróżniejszych słowników.
Jednym słowem – uważam, że słowniki ortograficzne są przereklamowane. Nie znaczy to, że bezwarunkowo odradzam ich kupowanie. WSO gości przecież i na moim biurku. Sęk w tym, że ja korzystam z niego na co dzień (również przy pisaniu dzisiejszego artykułu), ale po cóż zwykłemu Kowalskiemu taka gruba cegła?Drogą analogii: nie kupiłbym w życiu ciągnika, ale nie znaczy to przecież, że to bezużyteczna maszyna. Dla rolnika – bezcenna, dla mnie – bezwartościowa. Podobnie jest ze słownikami ortograficznymi, choć odnoszę wrażenie, że wydawcy milczą na ten temat. Ba! Mówią wręcz coś zupełnie przeciwnego: że słownik ortograficzny powinien stać na półce w każdym domu. A ja pytam: po co? Nie rozumiem doprawdy, czemu wydawcy, choć mają w asortymencie prawdziwą, rasową beemkę wśród słowników (zapraszam na stronę w piątek), to jednak wciskają klientom nieprzydatne ciągniki…
Wnioski?
Jeśli jeszcze nie masz swojego słownika ortograficznego – to go nie kupuj! Gorąco natomiast zachęcam, byś tę samą kwotę przeznaczył na prawdziwie wartościowy słownik, na wspomnianą beemkę wśród słowników.
A jeśli już go masz – cóż… To może dla własnej satysfakcji, że pieniądze nie poszły na marne, postaraj się wycisnąć z niego więcej niż 1% nowej treści :) Wyszukaj choćby takie perełki, jak ichtioparazytologia, triboluminescencja, trąbizupka, wonczas czy wyrozchodować (wszystkie przykłady za WSO), i zabłyśnij w towarzystwie albo przed dziewczyną. Zawsze też możesz pochwalić się znajomym, że jesteś np. z Gdańska-Wrzeszcza (z dywizem) – tak ekskluzywnej i tajemniczej dzielnicy, że nie znają jej żadne urzędy, instytucje ani tym bardziej dworce PKP.
Kto wie, a nuż na słowniki ortograficzne da się podrywać – choć zastrzegam, że sam tego nie sprawdzałem, więc nie ręczę za skutki ;) Tych, którzy się odważą, zachęcam do podzielenia się wrażeniami – najciekawsze „podrywy na SO” z pewnością opiszemy :) W razie potrzeby garściami podrzucę kolejne słownikowe dziwadła.









Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.