Polecamy

  • Warsztat pisarza
  • Listy do młodego pisarza
  • Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika
  • Będę pisarzem
  • Autor 2.0
  • Praktyczny kurs pisarstwa
  • Porady prawne
Aktualności językowe

  • FreelancingW ostatnim tekście poświęconym pracy redaktora pisałem o tym, czym zajmuje się redaktor. Niemniej zakres czynności to jedno, a forma współpracy z klientami – to drugie. Jak więc pracują redaktorzy? Możliwości w zasadzie są dwie: praca na etacie albo bycie tzw. wolnym strzelcem, czyli freelancing. Etat daje przede wszystkim gwarancję stałych zarobków, jednak freelancing to możliwość pracy w domu i w dowolnych godzinach. Co więc lepsze? Co wybrać, rozpoczynając swoją przygodę jako redaktor i korektor?

     

    Redaktor na etacie

    Praca na etacie w wydawnictwie (lub w innej firmie, która potrzebuje na stałe redaktora lub korektora) to przede wszystkim gwarancja stałego dochodu. Trudno przecenić ten fakt. Stała pensja, która co miesiąc wpływa na konto, uspokaja i daje pewność, że starczy na rachunki, przeżycie do pierwszego i na chwilę szaleństwa w weekend. Co więcej, będąc pracownikiem, korzysta się ze wszystkich dobrodziejstw pracowniczych: opłacony ZUS, 26 (lub 20) dni urlopu w roku itp.

    Co więc złego w pracy na etacie? Oczywiście minus jest jeden: konieczność pracy 8 godzin na dobę. To 1/3 każdego dnia! Świadomość tego, że trzeba poświęcić tyle czasu, pracując dla obcego człowieka, by mieć za co przeżyć kolejne 1/3 dnia, może przytłaczać. Zapewne to z tego powodu wiele osób rzuca etat i decyduje się na freelancing. Czy to jednak dobre rozwiązanie?

     

    Redaktor freelancer

    Internet daje ogromne możliwości, również redaktorom. Praca nad tekstem ma to do siebie, że nie wymaga obecności redaktora w siedzibie firmy. Cała korespondencja między zleceniodawcą a redaktorem odbywa się najczęściej drogą mailową, tak też ustalane jest wynagrodzenie i termin wykonania zlecenia, a ewentualna umowa przesłana zostaje pocztą. Nikt właściwie nie kontroluje postępów w pracy nad tekstem, nikt nie dba o to, czy poprawisz tekst w 1 dzień, czy w 1 miesiąc – grunt, by dotrzymać terminu i solidnie wywiązać się z powierzonego zadania. Wydawałoby się: praca marzenie. Ale to złudzenie. Tak często wychwalany freelancing ma też swoje wady.

    Bycie wolnym strzelcem to przede wszystkim stałe zabieganie o nowych klientów. Może się zdarzyć, że Twoja skrzynka mailowa przez kilka dni będzie świecić pustkami, a kiedy indziej trafi się kilka zleceń jednocześnie i z niektórych będziesz musiał zrezygnować. Jak nietrudno się domyślić, odmowa przyjęcia zlecenia raczej nie zachęci klienta, by wrócił w przyszłości z kolejną propozycją…

    A to nie wszystko. Bycie wolnym strzelcem wiąże się z brakiem uprawnień pracowniczych. Jakich?

    ZUS – to po pierwsze. Jeżeli założysz działalność gospodarczą, to na chwilę obecną tzw. mały ZUS wynosi 366 zł. Po 2 latach prowadzenia firmy wzrasta do ekstremalnej wysokości prawie 900 zł. Wszystko wskazuje na to, że stale będzie się zwiększał i niebawem przekroczy magiczną granicę 1000 zł. A płacić trzeba zawsze – niezależnie od tego, czy Twoja firma będzie zarabiać, czy ponosić straty. Oczywiście nie ma obowiązku zakładania działalności gospodarczej i można rozliczać się ze zleceniodawcami jako osoba fizyczna, ale wówczas i tak nikt ZUS-u za Ciebie nie zapłaci, a dobrze byłoby leczyć się za darmo i mieć jako taką emeryturę za te 30-40 lat. W pracy zdalnej dominują niestety umowy o dzieło, a te nie zobowiązują zleceniodawcy do opłacania jakichkolwiek składek.

    Urlop – to po drugie. Praca w domu zaciera granice między życiem prywatnym a zawodowym. Freelancing to właściwie praca 24 h na dobę – warto często przeglądać skrzynkę mailową, bo jeśli potencjalny klient zgłosi się ze zleceniem, to szybkość odpowiedzi niejednokrotnie decyduje o tym, czy otrzymasz zlecenie. Co więcej, gdy weźmiesz urlop, nikt za niego niestety nie zapłaci.

    Nie sposób jednak zaprzeczyć, że mimo powyższych wad freelancing to kusząca wizja: wstajesz o dowolnej porze, pracujesz, ile chcesz, cenisz się na tyle, na ile uznasz za słuszne. Jednym słowem – freelancing daje wolność, ale wymaga też żelaznych nerwów. Gdy przez kilka tygodni nie ma zleceń, rachunki się piętrzą, a czynsz trzeba opłacić – trudno o spokój ducha.

     

    A więc etat czy freelancing?

    Najlepiej chyba wybrać rozwiązanie pośrednie, czyli połączyć jedno z drugim: znaleźć pracę na etacie (choć etatów w wydawnictwach coraz mniej niestety…) i szukać zleceń po godzinach. Solidna praca, budowanie marki i sieci kontaktów powinny pozwolić z upływem czasu rozstać się z pracą etatową i przerzucić się na freelancing. Na początku Twój dzień pracy może wydłużyć się do 10 czy 12 godzin, ale wynagrodzisz to sobie w przyszłości, gdy Twoja renoma na rynku i dobrze płatne zlecenia pozwolą Ci pracować rzadziej i zdecydowanie krócej niż 8 godzin dziennie.

    Na koniec trzeba jednak podkreślić, że freelancing nie będzie odpowiedni dla każdego. Jeśli jesteś singlem – to pół biedy. Co najwyżej będą Cię rozpraszały napływające maile, znajomi na GG, nowości na Wykopie, listonosz czy sprzątaczka, której trzeba otworzyć drzwi do klatki. Gdy jednak masz rodzinę na utrzymaniu – dochodzi opieka nad dziećmi, gotowanie obiadu czy cotygodniowe zakupy. Kiedy wygospodarować czas na pracę? Nierzadko po 21…

    Freelancing wymaga niebywałej samodyscypliny, umiejętnego zarządzania czasem, cierpliwości i niezłomnej wiary w sukces. Jeśli nie wiesz, jak szukać klientów, nie jesteś typem samotnika i zależy Ci na stałym dochodzie – etat może być najlepszym rozwiązaniem. Jeśli przeraża Cię (tak jak i mnie zresztą) wizja 8-godzinnej pracy każdego dnia – przygryź wargi, weź się do pracy, a w przyszłości będziesz mógł zostać rozchwytywanym ekspertem w swojej branży. Decyzja należy do Ciebie :)

Autor: Łukasz Mackiewicz

Komentarze  

 
0 # Kasia Markowska 2011-02-25 10:24
nie wiem, skąd to założenie, że jak ma się um o pracę, to siedzi się 8h w się pracuje... Redaktor zamiast na 9. przychodzi na 10. i wychodzi o 16. "bo coś tam". I tak robi się wszędzie, no chyba, że wydawnictwo udaje, że jest "na poważnie pod każdym względem". Te największe na szczęście tak nie robią;)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem |
 
 
0 # Łukasz M. 2011-02-25 10:36
Katarzyno, założenie stąd, że jeśli pracodawca płaci za 8 godzin, to i pracownik powinien wypracować swoje 8 godzin. Jeśli wychodzi się po 6, a pracodawca płaci za cały etat - to widać dobrze mu się powodzi finansowo :) Tylko pozazdrościć takiego pracodawcy - częściej słyszy się o zmuszaniu do nadgodzin, za które się nie płaci...

Inna sprawa, że po 8 godzinach jakość redakcji czy korekty i tak spada do niebezpiecznie niskiego poziomu, ale to już temat na inną rozmowę ;)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem |
 
 
0 # Grzegorz 2011-03-04 10:34
Praca przez 8 godzin dla obcego człowieka... Co to znaczy? Pracuje się dla siebie (satysfakcji, pieniędzy, kariery) i innych. Twoim prawdziwym pracodawcą jest czytelnik, nie koleś, który przelewa Ci kasę na konto.
Za dużo teorii, za mało realiów. Już samo założenie, że początkujący redaktor może sobie pozwolić na luksus wyboru: freelance (nienawidzę pokrak typu freelancing albo showbiznes) czy etat, jest bałamutną utopią.
Druga sprawa to mit ZUS jako gwaranta czegokolwiek. Z własnego doświadczenia wiem doskonale, że młody człowiek nie zaprząta sobie zbytnio głowy funkcjonowaniem państwowych instrumentów polityki społecznej, emeryturą, podatkami i ubezpieczeniami . Ale im dłużej będziecie pracować i więcej zarabiać, tym bardziej będziecie kombinować, jak nie pozwolić sobie zabrać waszych pieniędzy, które pójdą na zusowskie marmury, dyskietki i karmienie zdychającego molocha. Moja rada - pracujecie na możliwie najmniejszym etacie i zawierajcie jak najwięcej umów autorskich (50 % kosztów uzyskania przychodów). No i bądźcie dobrymi redaktorami, bo bez tego o kant dupy potłuc nasze rozważania :)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem |
 
 
0 # Łukasz M. 2011-03-04 10:48
Grzegorzu,

dzięki za cenne uwagi. "Freelance" czy "freelancing" - to ciekawy temat do rozważenia, bo w słownikach, zdaje się, nie ma na razie ani jednego, ani drugiego.

Pisząc o "pracy dla obcego człowieka", miałem na myśli to, że przez 8 godzin robisz coś za, dajmy na to, stówkę, mimo że korzyści z Twojej pracy mogą być liczone przez wiele lat w dziesiątkach czy setkach tysięcy złotych, a Ty nie będziesz miał z tego ani grosza. Tylko to miałem na myśli. Jako pracodawca sam patrzę na to właśnie z tej strony: etat to praca dla obcego człowieka bez prawa do zysków, jakie niesie za sobą wykonana praca.

Hm, czy początkujący redaktor nie może być freelancerem? Owszem, nie każdemu się uda, ale czasem rzeczywistość do tego zmusza. Ja z braku etatu w moim mieście poszedłem właśnie tą drogą.

Grzegorzu, co do ZUS-u, to masz absolutną rację :) ZUS jest wyłącznie gwarantem tego, że tyle, ile ma prawo Ci zabrać, z pewnością prędzej czy później zabierze ;) Pisałem o ZUS-ie w kontekście DG - ja sam, prowadząc eKorektę, nie mogę nie płacić ZUS-u. Ale oczywiście decydując się na freelance (freelancing?), nie trzeba od razu zakładać firmy.

A Twoją radę w pełni popieram :)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem |
 

Dodaj komentarz


Korekta Tekstów
Czy szukasz
redaktora lub korektora?
Jeśli tak, to trafiłeś
we właściwe miejsce!
Oto, czym się zajmujemy:
  • redagowanie książek,
  • korekta książek,
  • redakcja i korekta CV
    i listów motywacyjnych,
  • korekta tekstów na stronach WWW,
  • redagowanie i korekta tekstów innego rodzaju.
Wyślij tekst do wyceny!
Dlaczego warto?
  • Bezpłatna wycena
    już w 4 godziny!
  • Darmowa próbka 5 stron!
  • Bez dopłaty za
    zlecenia ekspresowe!